23 maja trzynaścioro uczniów wyruszyło w daleką podróż do prześlicznego miasteczka Gyula w pd. – wsch. Węgrzech. W drodze zatrzymaliśmy się na jedniodniowy postój w Budapeszcie, gdzie mieliśmy okazję zwiedzić stolicę Węgier. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy powitani uśmiechami rodziców i uczniów węgierskich. Zapoznanie nie trwało długo, ponieważ już wcześniej odszukaliśmy się na „fejsie” i każdy wiedział jak wygląda jego kolega i czym się interesuje. W Gyuli oprócz zwiedzania twierdzy i Muzeum Erkela Ferenca, twórcy hymnu węgierskiego, zaproszono nas na osławione termy, gdzie pluskaliśmy się w basenach. Już następnego dnia wiedzieliśmy jak przywitać się i podziękować po węgiersku. Językiem obowiązującym na wymianie był angielsko – niemiecko – kończynowy, ale sprawdzał się doskonale. Bawiliśmy się doskonale, tylko szkoda, że byliśmy tak krótko. W drodze powrotnej zrobiliśmy postój w Blansku, nieopodal jednej z najpiękniejszych jaskiń w Czechach – jaskini Punkvy, którą przeszliśmy, a potem przepłynęliśmy łódką.
23-28 maja 2012 odbyła się wymiana węgierska. Pierwszy dzień (23maja) poświęciliśmy na dojazd. Spaliśmy w Budapeszcie. W czwartek (24 maja) zwiedzaliśmy stolicę Węgier wraz z polskim przewodnikiem. Z mojego punktu widzenia pani przewodnik opowiadała nam ciekawie historie zabytków. Wieczorem dotarliśmy do rodzin węgierskich. Początkowo nikogo nie mogliśmy rozpoznać, ale węgierski nauczyciel powiedział swoim uczniom, że mają rzucić piłkę do kolegi/koleżanki z wymiany, ta sytuacja wywołała u nas dużo śmiechu. Reszta dnia należała do nas. W piątek odwiedziliśmy słynny zamek w Gyuli. Następnie mieliśmy czas wolny. W sobotę wybraliśmy się do term. Mimo niesprzyjającej pogody bawiliśmy się świetnie. Późnym popołudniem mieliśmy party barbecue, które okazało się wspaniałym pomysłem. W czasie wolnym rodziny organizowały nam zabawy. Większość z nas oglądała zakątki Gyuli, pływała rowerkiem wodnym co sprawiło najwięcej frajdy. Oczywiście w mieszanych grupach. Rozmowy polsko-węgiersko-angielskie były najlepsze. My nauczyliśmy się dużo śmiesznych węgierskich słów, a oni naszych. Z manipulowaniem językami nie było większego problemu. Gdy nie mogliśmy się wysłowić pokazywaliśmy na migi. Taki wyjazd spowodował, że podszkoliliśmy gestykulacje i angielski, ale to nie było nudne tylko świetnie się przy tym bawiliśmy. Każdy z nas zżył się z całą grupą i mamy nadzieję, że kontakt z nimi nie zaniknie.
DARIA ANDRZEJEWSKA
Na Węgry wyjechaliśmy z wtorku na środę o drugiej. Po południu dojechaliśmy do Budapesztu. Zarejestrowaliśmy się w hotelu Timon na obrzeżach miasta, gdzie widać panującą biedę. Od rana po śniadaniu razem z przewodniczką ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Centrum jest bardzo okazałe z wieloma pięknymi budowlami np. katedrą św. Stefana. Po obiedzie ruszyliśmy już do naszych rodzin. Po południu dojechaliśmy do Gyuli. Wszyscy przywitali się i pojechaliśmy do domów. Mieszkałem u Maxa, który 14 lat mieszkał w Rosji. Zostałem bardzo miło przywitany. W jego domu, co było dziwne, mówiło się po rosyjsku, ponieważ jego mama i babcia nie potrafiły mówić po węgiersku. Wieczorem jeszcze poszliśmy na spacer z jego psem. Rano mieliśmy wspólne zwiedzanie Gyula, które jest pięknym miastem. Potem mieliśmy czas wolny. W sobotę poszliśmy wszyscy do term, które są w mieście. Kiedy wyszliśmy z basenu pojechaliśmy z jego rodziną do innego miasta. Po powrocie szybko się przebraliśmy i poszliśmy na grilla. Po grillu pochodziliśmy po mieście i wróciliśmy do domu. Rano trzeba było się niestety pożegnać z naszymi przyjaciółmi. Chętnie zostałbym jeszcze jeden dzień. Wieczorem dojechaliśmy do Czech. Kiedy zobaczyliśmy hotel byliśmy trochę zdziwieni. Nasi rodzice poczuliby się jak w czasach dzieciństwa. Od rana pojechaliśmy do jaskini. Jaskinia była bardzo ciekawa. Potem już wróciliśmy do Polski. Podsumowując było genialnie i jeżeli będę mógł to na pewno pojadę za dwa lata.
JAN STACHOWIAK
Zdjęcia z wymiany znajdziesz w albumie fotograficznym.